Jedna rozmowa i chwila refleksji

  • Napisane 3 listopada 2013 o 16:42

Naszła mnie  chwila refleksji. Rozmawiałam dziś z Piotrem (Zającem), który dał mi trochę do myślenia. Jestem teraz na biegowym haju. Chciałabym biegać cały czas i codziennie, biegać we wszystkich możliwych biegach ulicznych i zdobywać medale. Bo uczucie wieszania medalu za ukończenie na ścianie, kiedy osiągnęło się zamierzony cel – bezcenne. No właśnie. Wieszanie medalu dla medalu, bo się przebiegło po pewnym czasie może nie dawać już tego uczucia. Może stać sie dla mnie chlebem powszednim. Są biegi na które mnie znajomi namawiają, są znajomi którzy biegną prawie co tydzień a na pewno co dwa tygodnie w każdym biegu ulicznym w obrębie 300 km i to wszystko wpływa na mnie. Bo widzicie nie umiem też za bardzo odmawiać.  Fajnie jest czytać relacje biegłam tu i tu, dałam radę ukończyć to i to. Ale Piotr mi dziś wytknął, że przecież nie muszę. Wyznacz sobie cel, zdobądź go, ale nie rzucaj się na wszystko co popadnie. Bo to zarówno grozi kontuzją i co ważniejsze nie ma sensu (przynajmniej dla niego). A dla mnie? Czy branie udziału w każdym biegu po to by mieć co wieszać na ścianę, by móc powiedzieć a widzicie tu biegłam i tu i tu po jakimś czasie stanie się nudne. Ale gdyby tak przygotowywać sie jak teraz do Ściemy. Trzy miesiące pracy i potem sprawdzian, stanie na mecie i powiedzenie sobie dokonałam tego. Tak, właśnie oto mi chodzi. Właśnie to chcę zrobić. Piotr patrzy na mnie trochę obiektywnie ale też nie do końca, pewnie dla niego jestem głupiutką gąską. Dorwała się dobiegania jak głupi do wywaru i nie słucha dobrych rad. Zresztą czy można komuś coś radzić? Wydaje mi się, że w tym wypadku można i trzeba. Bo rzeczywiście ostatni tydzień dorwałam się jak głupi do wywaru nie dając nogom odetchnąć i można o mnie tak pomyśleć. I w sumie? Uczciwie rzecz biorąc tak właśnie jest jeśli spojrzymy na ostatni tydzień. Nie umiem odpocząć, nie umiem przestać biec. Ale przystopuje trochę. Tak zdecydowanie przystopuje.

Tak więc po rozmowie z Piotrem postanowiłam sobie trzy rzeczy.

Po pierwsze w listopadzie odpoczywam i zmniejszam przebiegane kilometry 3 razy w tygodniu wtorki i czwartki max 5 km a w soboty max 10 -12 km i nic więcej. Będę się cieszyć bieganiem, nie będę się zastawać i nie będę patrzyć na statystyki.

Po drugie na rok 2014 wybiorę starannie biegi, w których chcę wziąć udział. Opracuje plan by się do nich przygotować, cały plan treningowy oraz czasy które chce w nich zrobić. Po drodze może mi coś wypaść ale jeśli już to tylko w formie jakiegoś testu lub treningu i na pewno nie będzie to większy bieg jak 5 lub 10 km. Półmaratony i maratony z góry zaplanowane. Koniec i kropka.

Po trzecie muszę popracować nad rywalizacją, muszę ją umieć wyłączyć kiedy patrzę na statystyki lub kiedy chce biec tylko dla treningu. To bywa trudne, ale nie do zrobienia.

Tak więc rozmowa, która trwała nie więcej jak 26 minut z człowiekiem, który motywował mnie podczas mojego pierwszego półmaratonu zmusiła nie do myślenia i do uporządkowania swojego biegania. Zastanowienia się co chcę osiągnąć i jak do tego dotrwać.

Przypomniało mi się teraz jak podczas ostatniej Leśnej piątki dla SFX (5 km bieg po lesie) jeden z uczestników powiedział „nikt nie biega dla przyjemności, a jeśli tak mówi to kłamie. Bieganie to ciężka praca”. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Ale jeśli to już musi być ciężka praca to niech niesie za sobą jakieś rezultaty i efekty końcowe.

Dziękuje Ci Piotr za wylanie na mnie kubła zimnej wody.

 

Dodaj komentarz